wtorek, 7 kwietnia 2015

Eragon - Christopher Paolini

Długo myślałam nad tematem tego postu i na prawdę długo moje kontemplacje odchodziły z niczym. No... jedynymi skutkami były z ledwością zaczęte posty, na których zakończenie albo nie miałam siły, albo brakowało konkretnego pomysłu. Dlatego zamiast siedzieć bezsensownie przed komputerem, wylądowałam na wygodnym fotelu z grubą książką i filiżanką herbaty stojącą na stoliku obok. No cóż... takie bywa czasem życie nałogowego bibliofila i książkomaniaka.


Rozpocznę może od tego, jak ta cudowna książka wpadła w moje ręce.
Historia rozpoczyna się, kiedy to rozmawiałam z koleżanką na temat przeróżnych powieści. Działo się to wtedy, kiedy akurat moje zdolności w pożeraniu książek sięgały zenitu. Potrafiłam w jeden dzień przeczytać książkę o 300, albo nawet 400 stronach. O tak... To były czasy... Pamiętam jak wtedy rodzice zabierali mi książki i kazali wychodzić na dwór, co było niemal absurdalne!
W każdym razie, byłam wtedy bardziej doświadczona w czytaniu i lepiej obeznana w tytułach wartych uwagi. Ona jednak utrzymywała, że zna tak świetną powieść, że jak ją przeczytam, to od razu się w niej zakocham. "Eragon". Jedyne co mi zdradziła to tytuł. Wzbraniała się wszystkim, czym tylko mogła, żeby nie ujawniać mi, o czym tak właściwie ona opowiada. Moja ciekawość wzrastała z każdym dniem, aż wreszcie ją kupiłam. Niebieskofioletową książkę wraz z majestatycznym smokiem na okładce. Wszystko szło pięknie, aż ujrzałam czcionkę. Straszna, to było mało powiedziane. Była mała, pogrubiona i wydawało się, że wszystko się razem łączy. Czułam, że z ledwością przez to przebrnę, zapewne z uszkodzonym wzrokiem. Tak jednak się nie stało. Rozpoczęłam czytać ją jakieś dwa lata temu, ale w połowie trzeciej części stwierdziłam, że ta seria jest zbyt krwawa dla dwunastolatki. Teraz zabrałam się do niej ponownie i po raz drugi zachwycam się nią i wychwalam każdemu, kto tylko chcę mnie słuchać. Zapewniam was, że jeżeli wejdziecie do magicznego świata Alagaesii (niestety nie mogę napisać tej nazwy poprawnie, ze względu na brak niektórych potrzebnych liter w klawiaturze), to już nigdy nie uda wam się z niej w pełni wyrwać.


No a teraz czas na konkretną recenzję.

Początek książki może wydawać się nieco dziwny, ponieważ w prologu autor ukazuje walkę między trzema elfami, a urgalami, którymi dowodzi Cień. Elfia kobieta wtedy za pomocą magii przenosi niebieski kamień do Kośćca, gdzie akurat przechadza się Eragon - zwyczajny piętnastoletni chłopak zajmujący się uprawą roli i oporządzaniem zwierząt u swojego wuja Garrowa i starszego kuzyna Rorana - podczas polowania. Zabiera ze sobą kamień do domu. Czego pewnie większość z was się spodziewa, tajemniczy kamień o niesamowitej budowie okazuje się jajem smoka. Eragon zatrzymuje smoczycę chroniąc ją w lesie, niedaleko domu. Zwierzę wzrastało w siłę i masę, aż pewnego dnia okazało się, że w wiosce Carvahall pojawiły się potworne istoty owinięte ciemnymi płaszczami - Ra'zacowie - poszukując jaja. Chłopak, chcąc ochronić Saphirę, bo tak ją nazwał, ostrzega ją przed niebezpieczeństwem, przy okazji nieumyślnie wsiadając na jej grzbiet. W momencie, kiedy to zrobił, stworzenie skoczyło do lotu. Podczas jego nieobecności Garrow ginie. Eragon chcąc pomścić wuja wyrusza w ryzykowną podróż w głąb Alagaesii, w której towarzyszy mu stary bajarz Brom.
Tak właśnie rozpoczyna się historia Smoczego Jeźdźca.

Powieść jest krwawa, ale nie aż nadto. Co raz gorzej robi się z kolejnymi częściami, ale pierwszy tom zachowuje jedynie aurę grozy. Uważam, że książka jest niezwykle ciekawa i dojrzała jak na tak młodego autora, ponieważ Paolini pisząc ją miał niespełna 16 lat. Na pewno polecam ją osobom kochającym magię i niezwykłe stworzenia, chociaż pozostałych również potrafi zachwycić swoją wartką akcją i barwnymi bohaterami. Niestety w kolejnych tomach wszystko okazuje się spowszedniałe i nieprawdopodobne sytuacje powoli nudzą swym nakładaniem się na siebie. Przez to moja ocena wynosi 6/10. Oczywiście sama pierwsza część jest niesamowita.



To już koniec tego słodzenia. Piszcie w komentarzach, czy wreszcie wyszła mi w miarę normalna recenzja i przede wszystkim czy mam pisać takie posty. Może jednak lepiej będzie, jeżeli pozostanę przy postach tematycznych, albo opowieści mojego życia i otaczających mnie ludzi?
Piszcie, bo to niesamowicie motywuje i poprawia humor w złe dni. Cudowne są również obserwacje, dzięki którym będziecie na bieżąco z każdym nowym postem.




6 komentarze:

  1. Recenzja jest okay :)
    Co do zabierania książek, to mój tata podobnie mnie robił - w sumie nadal robi.
    Książką nie jestem jakoś zainteresowana, chyba odstrasza mnie sama fabuła. Myślę, że pewnie, gdybym zaczęła ją czytać to wciągnęłabym się bez reszty :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałem jeszcze tej książki.
    Twoja recenzja mnie do tego zachęciła! ;D
    Obserwuję, zapraszam do siebie: http://prossteslowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Oja. Ale mnie zaciekawiłaś! Muszę to przeczytać! Pisz więcej recenzji. Są mega. Masz talent.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ci dziękuję :D Może niedługo ukaże się recenzja Czerwonej Królowej ;)

      Usuń
  4. Eragona czytałam już dawno i bardzo mi się spodobał :)
    pozdrawiam!

    LA DECADENCE

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna recenzja, naprawdę mnie zaciekawiłaś. :)
    Do tego śliczny blog oraz ciekawie i ładnie pisane posty. ;)

    czternasta26.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

 

Typowo nietypowy lajfstajl Template by Ipietoon Cute Blog Design and Homestay Bukit Gambang