czwartek, 23 kwietnia 2015

Eleonora & Park - Rainbow Rowell

Parę dni temu do mojego domu przybyła nowa książka. Eleonora & Park. Już od dość dawna chciałam ją przeczytać, ale dziwnym trafem nigdy nie było czasu na wyruszenie do księgarni i kupienie powieści. Pewnego dnia jednak nadszedł ten moment, w którym musiałam coś kupić. Książkę. I to najlepiej nie jedną. Właśnie wtedy namówiłam rodziców i pojechaliśmy tam. Do tego raju na ziemi, gdzie znajdują się wszystkie marzenia bibliofila. Minęłam parę półek przepełnionymi różnymi historiami, aż dotarłam do literatury młodzieżowej. I ją zobaczyłam. Eleonorę i Parka...


Tym razem rozpocznę opis książki od okładki. Cóż, muszę przyznać, że prawie zawsze sięgam po książki z ładną okładką. Teraz pewnie wielu uzna mnie za kompletną ignorantkę, ale to prawda. Czasem bywa, że nawet nie obdarzę spojrzeniem powieści, która z zewnątrz wydaje się szara i nieciekawa. Rozumiem, że najważniejsze jest wnętrze, ale jednak po co jest w takim razie okładka? Przecież ona powinna przyciągać uwagę i niemal wołać czytelnika. Właśnie tym razem słyszałam tęskne słowa: "Marysiu, proszę, kup mnie!". No i kupiłam.
Niezwykle podoba mi się ten kolor i układ okładki, która utworzona właśnie w taki sposób przyciąga uwagę i obiecuje niesamowitą powieść. Jest jednak w pewnym sensie myląca.

W pierwszym zetknięciu z książką pt. "Eleonora&Park" stwierdziłam, że to musi być przesłodzone Love Story z niesamowitym Happy Endem. No tak... przeliczyłam się.
Ta powieść z pewnością nie zalicza się do niesamowitych historiach, w których nagle spotyka się ze sobą piękna dziewczyna i olśniewająco przystojny chłopak. Nie można również powiedzieć, że jest napisana w pięknym języku, lub że czytelnik marzy o wcieleniu się w rolę głównego bohatera.
Ta książka jest napisana inaczej.

Stworzona ona została z perspektywy dwojga outsiderów - rudowłosej Eleonory oraz Parka o azjatyckich korzeniach. Ich wspólna historia rozpoczyna się w autobusie szkolnym. Właśnie wtedy Park po raz pierwszy widzi niezwykle dziwną i pokręconą dziewczynę, w której po jakimś czasie nieświadomie się zakochuje. Podobne emocje targały Eleonorą. Cóż można rzec więcej? Ich niesamowita znajomość kręci się wokół komiksów o Spidermanie, X-manie i innych superbohaterach, a także muzyki. Niemal porozumiewali się tytułami ulubionych piosenek, zamiast zwykłą mową.

Lecz czy aby na pewno była to piękna opowieść o dwójce kochanków zakończona zdaniem "I żyli długo i szczęśliwie..."?


Z krwawiącym sercem muszę oznajmić, że moja ocena wynosi jedynie 4/10. Ta książka jest zdecydowanie za krótka. To po pierwsze. Po drugie, jak dla mnie zawarte było w niej o wiele z dużo przekleństw, które co prawda miały odzwierciedlić okrutne warunki, w których żyła główna bohaterka, ale jednak również bez nich można było ukazać to równie dobrze. Warto również zauważyć, że jest ona pisana z perspektywy dwojga nastolatków. Nie przemawia to samo z siebie za, albo i przeciw, ale ja zawsze uważałam, że dobra powieść może ukazać wszystkie ważne osoby nie zmieniając co chwilę narracji.
Mimo to pozytywnie odbieram ogólny pomysł tejże historii i polecam do przeczytania jej i zastanowienia się co tak właściwie miała ona przekazać. Może i mam dopiero czternaście lat, ale jednak właśnie takie książki zmieniają mój stosunek do niektórych ludzi, czy ich uczynków. Dzięki nim czuję się dojrzalsza i pewniejsza swoich poglądów. Mam nadzieję, że również wy - moi czytelnicy - sięgniecie po twórczość pani Rainbow Rowell i wyjaśnicie sami przed sobą, dlaczego tak jest, że jedni mają wszystko, a inni nie mają nic, a jednak są tak do siebie podobni...



Oczywiście zapraszam do komentowania i wyrażania swoich opinii na temat tejże książki, a także tego, czy ta recenzja wyszła właściwie, czy może powinnam coś poprawić.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Eragon - Christopher Paolini

Długo myślałam nad tematem tego postu i na prawdę długo moje kontemplacje odchodziły z niczym. No... jedynymi skutkami były z ledwością zaczęte posty, na których zakończenie albo nie miałam siły, albo brakowało konkretnego pomysłu. Dlatego zamiast siedzieć bezsensownie przed komputerem, wylądowałam na wygodnym fotelu z grubą książką i filiżanką herbaty stojącą na stoliku obok. No cóż... takie bywa czasem życie nałogowego bibliofila i książkomaniaka.


Rozpocznę może od tego, jak ta cudowna książka wpadła w moje ręce.
Historia rozpoczyna się, kiedy to rozmawiałam z koleżanką na temat przeróżnych powieści. Działo się to wtedy, kiedy akurat moje zdolności w pożeraniu książek sięgały zenitu. Potrafiłam w jeden dzień przeczytać książkę o 300, albo nawet 400 stronach. O tak... To były czasy... Pamiętam jak wtedy rodzice zabierali mi książki i kazali wychodzić na dwór, co było niemal absurdalne!
W każdym razie, byłam wtedy bardziej doświadczona w czytaniu i lepiej obeznana w tytułach wartych uwagi. Ona jednak utrzymywała, że zna tak świetną powieść, że jak ją przeczytam, to od razu się w niej zakocham. "Eragon". Jedyne co mi zdradziła to tytuł. Wzbraniała się wszystkim, czym tylko mogła, żeby nie ujawniać mi, o czym tak właściwie ona opowiada. Moja ciekawość wzrastała z każdym dniem, aż wreszcie ją kupiłam. Niebieskofioletową książkę wraz z majestatycznym smokiem na okładce. Wszystko szło pięknie, aż ujrzałam czcionkę. Straszna, to było mało powiedziane. Była mała, pogrubiona i wydawało się, że wszystko się razem łączy. Czułam, że z ledwością przez to przebrnę, zapewne z uszkodzonym wzrokiem. Tak jednak się nie stało. Rozpoczęłam czytać ją jakieś dwa lata temu, ale w połowie trzeciej części stwierdziłam, że ta seria jest zbyt krwawa dla dwunastolatki. Teraz zabrałam się do niej ponownie i po raz drugi zachwycam się nią i wychwalam każdemu, kto tylko chcę mnie słuchać. Zapewniam was, że jeżeli wejdziecie do magicznego świata Alagaesii (niestety nie mogę napisać tej nazwy poprawnie, ze względu na brak niektórych potrzebnych liter w klawiaturze), to już nigdy nie uda wam się z niej w pełni wyrwać.


No a teraz czas na konkretną recenzję.

Początek książki może wydawać się nieco dziwny, ponieważ w prologu autor ukazuje walkę między trzema elfami, a urgalami, którymi dowodzi Cień. Elfia kobieta wtedy za pomocą magii przenosi niebieski kamień do Kośćca, gdzie akurat przechadza się Eragon - zwyczajny piętnastoletni chłopak zajmujący się uprawą roli i oporządzaniem zwierząt u swojego wuja Garrowa i starszego kuzyna Rorana - podczas polowania. Zabiera ze sobą kamień do domu. Czego pewnie większość z was się spodziewa, tajemniczy kamień o niesamowitej budowie okazuje się jajem smoka. Eragon zatrzymuje smoczycę chroniąc ją w lesie, niedaleko domu. Zwierzę wzrastało w siłę i masę, aż pewnego dnia okazało się, że w wiosce Carvahall pojawiły się potworne istoty owinięte ciemnymi płaszczami - Ra'zacowie - poszukując jaja. Chłopak, chcąc ochronić Saphirę, bo tak ją nazwał, ostrzega ją przed niebezpieczeństwem, przy okazji nieumyślnie wsiadając na jej grzbiet. W momencie, kiedy to zrobił, stworzenie skoczyło do lotu. Podczas jego nieobecności Garrow ginie. Eragon chcąc pomścić wuja wyrusza w ryzykowną podróż w głąb Alagaesii, w której towarzyszy mu stary bajarz Brom.
Tak właśnie rozpoczyna się historia Smoczego Jeźdźca.

Powieść jest krwawa, ale nie aż nadto. Co raz gorzej robi się z kolejnymi częściami, ale pierwszy tom zachowuje jedynie aurę grozy. Uważam, że książka jest niezwykle ciekawa i dojrzała jak na tak młodego autora, ponieważ Paolini pisząc ją miał niespełna 16 lat. Na pewno polecam ją osobom kochającym magię i niezwykłe stworzenia, chociaż pozostałych również potrafi zachwycić swoją wartką akcją i barwnymi bohaterami. Niestety w kolejnych tomach wszystko okazuje się spowszedniałe i nieprawdopodobne sytuacje powoli nudzą swym nakładaniem się na siebie. Przez to moja ocena wynosi 6/10. Oczywiście sama pierwsza część jest niesamowita.



To już koniec tego słodzenia. Piszcie w komentarzach, czy wreszcie wyszła mi w miarę normalna recenzja i przede wszystkim czy mam pisać takie posty. Może jednak lepiej będzie, jeżeli pozostanę przy postach tematycznych, albo opowieści mojego życia i otaczających mnie ludzi?
Piszcie, bo to niesamowicie motywuje i poprawia humor w złe dni. Cudowne są również obserwacje, dzięki którym będziecie na bieżąco z każdym nowym postem.




 

Typowo nietypowy lajfstajl Template by Ipietoon Cute Blog Design and Homestay Bukit Gambang