niedziela, 8 marca 2015

Competitions in weekend!

Sobota. Budzę się rano przed ósmą, w tym samym pokoju co ja siedzi mój tata i dziadek. Przez chwilę nie mam pojęcia co jest grane, aż sobie przypominam. Zawody! Niemal czuję jak moje tętno przyspiesza, a w głowie zachodzi dziwne zjawisko, której wynikiem jest stres. Najpierw niewielki, ale z każdą minutą stawał się co raz gorszy do zniesienia. W każdym razie ten post nie ma opowiadać o mojej okrutnej tremie, tylko o niezwykle przystojnym chłopaku, który ustawiał parkur*...


Stałam w niewielkiej, ale jednocześnie wystarczająco dłużej hali, opierając się o półścianek oddzielający mnie od kilkumetrowego placka jasnego, wilgotnego piasku, po którym chodziło parę osób i roznosiło kolorowe przeszkody. Wyróżniałam spośród nich mojego trenera i jego syna, a także pana Ziółę - organizatora zawodów. Reszta osób maszerujących po pomieszczeniu była mi obca. Moją uwagę od razu przyciągnął jednak niewysoki chłopak ubrany w szarą bluzę i brązową, puchową kamizelkę. Nie widziałam go po raz pierwszy. W sumie, to można by powiedzieć, że już bardzo dobrze go znałam. Poznałam go (ale tylko z wyglądu) dwa tygodnie temu, kiedy to debiutem byłam na zawodach w tym samym miejscu, on jednak nie zwracał na mnie uwagi, co doprowadzało mnie do wewnętrznego szału. Tym razem jednak miało być inaczej, a w każdym razie ja sobie tak obiecałam.
Wodziłam oczami za chłopakiem, kiedy stał, kiedy nosił niezwykle ciężkie drągi, kiedy przestawiał stojaki, kiedy rozmawiał z innymi, kiedy się śmiał w cudowny sposób, a także kiedy mnie ignorował. Opuszczałam wzrok zawstydzona jedynie wtedy, kiedy on spoglądał na mnie swoimi ciemnymi oczami leżącymi pod idealnie przyciętą grzywką stworzoną z niezwykle lśniących, brązowych włosów. Jego chwila uwagi, którą mnie zaszczycał nie trwała jednak długo, a dokładniej to jakieś... parę sekund. w idealnym czasie, który jeszcze nie mógł być uznawany za zbyt długi, ale także nie na tyle krótki, żeby zaliczyć go do przypadkowego. Za każdym razem mieścił się w czasie przyzwoitych trzech sekund. Nie mniej, nie więcej. To było okrutne, ale też niezwykle intrygujące. Właśnie ten (mam nadzieję, że tylko udawany) brak uwagi tak bardzo mnie w nim urzekał, że musiałam się dowiedzieć kim tak właściwie on był. Dobrze się akurat składało, że trwały zawody. Na listach startowych musiało być jego nazwisko.
Do dość długich zapisów, w których znajdowali się wszyscy uczestnicy konkursu dorwałam się dopiero po południu. Przed tym zdążyłam wykonać dwa przejazdy przez parkur oraz zjeść obiad, po którym ponownie powróciłam na zawody, żeby zobaczyć jak jeżdżą inni zawodnicy. Los tak chciał, że wpadłam do hali akurat w momencie, kiedy to tajemniczy brunet skakał na swoim koniu. Nie zdołałam niestety wyłapać jego nazwiska pośród szumu rozmów i głośnej muzyki, ale za to wiedziałam kto jechał po nim. Był postęp.
Już dwie godziny później wiedziałam, że miał on na imię Kuba i zaprosiłam go do znajomych na Facebooku, ale jak to ja musiałam upewnić,  że on to na pewno on. Na całe szczęście był tam ze mną Alan - dziesięcioletni syn trenera. Spróbowałam więc nie wzbudzając żadnych podejrzeń wyciągnąć od niego potrzebne informacje. Nie jestem pewna, czy spowodował to mój urok osobisty, umiejętność wykwalifikowanego posługiwania się słowami, czy może jeszcze dość młody wiek chłopaka, ale bez problemu potwierdził moje przeczucia, a mianowicie miałam rację. To był Kuba.
Tego dnia zasnęłam zastanawiając się, czy jutro uda mi się z nim w jakiś sposób porozmawiać i czy wreszcie zaakceptuje moje zaproszenie.

Niedziela.
Nazajutrz obudziłam się o podobnej godzinie, ale długo nie czułam się na siłach, żeby wstać z ciepłego łóżka i stanąć naprzeciw całego dnia, który na mnie czekał. Z jednym otwartym okiem rozejrzałam się po pokoju. Był dość duży jak na pomieszczenie tylko do spania, miał aż 4/7 metrów. Wcześniej, kiedy byłam tylko z tatą, to nasz pokój przypominał bardziej małą klitkę, do której nie wiadomo po co wciśnięto dwa łóżka i ogromną szafę. Tym razem również stać nas było na luksus śmietnika, który stał tuż pod naszymi drzwiami. Przynajmniej nie trzeba było iść daleko, żeby cokolwiek wyrzucić.
Kiedy już poczułam moc, która pozwoliła mi na powolne wysunięcie się spod kołdry, wzięcie ubrań i przetoczenie się do łazienki. Kiedy wyszłam na korytarz uderzyła mnie okropna woń psa, a może wielu psów... W każdym razie musiałam zatkać nos, żeby powstrzymać odruch wymiotny. Ja sama mam dwa psy, ale one tak nie śmierdzą. Nie mam pojęcia, dlaczego tak się dzieje. W łazience niestety było niewiele lepiej, chociaż tam zapach rozkładającego się grzyba, który musiał zalegać gdzieś głęboko w wentylatorze był dziesięć razy lepszy od tego, co działo się na zewnątrz. Zapomniałam przecież wspomnieć, że w czasie, kiedy trwały zawody, to na reszcie terenu odbywały się wystawy psów. Tam tych zwierząt było więcej niż ludzi! Już dawno nie widziałam takiej imprezy. W każdym razie, kiedy już udało mi się powrócić do pokoju, to okazało się, że musimy szybko pędzić do stajni, bo za chwilę zaczyna się konkurs. Cała nasza trójka pomknęła pędem do koni, gdzie swoją Florin szybko wyczyściłam i osiodłałam.
Już siedząc na swojej klaczy wjechałam na rozprężalnię. Wykonałam tam wszystkie potrzebne ćwiczenia, wjechałam na parkur, przejechałam go dwa razy i otrzymałam za to pierwsze miejsce. Okazało się, że klasa jaką jechałam była konkursem na szybkość i go wygrałam przez zupełny przypadek. Z powrotem w drugiej hali spotkałam Kubę, a raczej tylko go zobaczyłam jak jechał na siwym koniu, którego skądś znałam... Okazało się później, że chłopak ujeżdżał wałacha**, na którym ćwiczyłam dokładnie pół roku temu. Przypadek?
Niestety tego dnia również nie udało mi się wymienić z nim nawet słowa, co jest okrutną prawdą, ale to na pewno jeszcze się zmieni! Musi się zmienić. Za to w moim aparacie spokojnie zalega minutowy film, na którym brunet jedzie zawody na siwku o imieniu Hektor. Jakie to szczęście, że mój kochany tata to nagrał, chociaż w ogóle go o to nie prosiłam.

*ogrodzony plac na świeżym powietrzu lub w hali, na którym ustawia się kilka lub kilkanaście przeszkód, które koń i jeździec muszą pokonać w określonej kolejności i czasie.
**wykastrowany ogier
___________________________________
Ja wiem, że ten post nie jest tak ciekawy jak ostatni... Myślałam, że wyjdzie mi to lepiej (w szczególności przez ten początek), ale jakoś tak się zrobiło, że chciałam dzisiaj to skończyć, żeby jutro wreszcie zacząć dodawać posty po kolei, a nie w odstępach na parę dni.
W każdym razie tak jak ostatnio zapraszam do komentowania, bo bardzo to motywuje, czytania poprzednich notek, a także tych co pojawią się później i do obserwowania bloga, dzięki czemu będziecie się dowiadywać o następnych postach od razu jak tylko się pojawią.

Cześć i czołem!

8 komentarze:

  1. Kochana, bardzo fajnie napisane, milutko się czytało! :-) ciekawa szata graficzna bloga,buzka
    Co powiem na obs/obs? zacznij jeśli chcesz i daj znać:

    http://nataliazarzycka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;)
      Raczej nie, bo poszukuję stałych obserwatorów, którzy będą nawiedzali mojego bloga bez żadnego przymusu :D

      Usuń
  2. obs za obs? daj znać tu ----> http://almusia203.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Jej... Jeździsz na koniach! Jako mała dziewczynka marzyłam o takich zawodach, ale los chciał żebym związała swoją historię z tańcem :)
    Gratuluję pierwszego miejsca i trzymam kciuki za relację z przystojnym brunetem ;)
    Pozdrawiam,
    Acratello

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, jeżdżę i w sumie chyba nawet tak źle mi to nie idzie... Pamiętam jak jako na prawdę małe dziecko biegałam po ulicy z patykiem z kartonową głową konia... może kiedyś o tym opowiem xD
      Niestety relacja z przystojnym brunetem zostanie zamieniona na relację z innym brunetem (lub blondynem :P), ponieważ Kuba okazał się całe parę lat młodszy ;-;

      Usuń
  4. Fajnie, że jeździsz na koniach, bo to na prawdę wyróżnia z tłumu. Przynajmniej swoich zajęć pozaszkolnych nie ograniczasz do pisania bloga i zdobywania "fejmu". ;)
    Gratuluję pierwszego miejsca :)
    Pozdrawiam, Szyszka z bloga http://szyszunia-life.blogspot.com/ <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, a poza szkołą robię na prawdę duuuużo rzeczy oprócz zdobywania "fejmu" :D
      Chętnie zajrzę na bloga :P

      Usuń
  5. Piątka dla ciebie ! Też jeżdżę konno to wspaniały sport ! Gratuluje ! lttle-nasty-girl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

 

Typowo nietypowy lajfstajl Template by Ipietoon Cute Blog Design and Homestay Bukit Gambang